Afryka. Archipelag Bijagos
PL | EN

Afryka. Archipelag Bijagos

Przełom stycznia i lutego 2014 roku. Przez miesiąc zwiedzaliśmy zachodnią Afrykę - Senegal, Gambię oraz Gwineę Bissau. Najdalej wysuniętym na południe miejscem naszego pobutu był Archipelag Bijagos. Spędziliśmy tutaj blisko ponad tydzień poznając niesamowitych ludzi i odkrywając prawdziwą Afrykę.

 

Niedziela. Dziewczynki idą właśnie do kościoła. Na Bijagos jest spora grupa chrześcijan (Baptyści i Katolicy).
 

Jedno z największych wydarzeń na wyspie - w każdy piątek przypływa "prom". Tak naprawdę jedyny prom, jaki pływał między stolicą Gwinei Bissau a wyspami Bijagos zatonął kilka tygodni wcześniej i teraz pływa tam tylko takie większe canou, na około 120 osób. Na łodzi - oprócz tych 120 osób - przypływa też zaopatrzenie na cały tydzień: artykuły do kilki sklepów, małe motorki, wyposażenie dla lokalnego szpitala...

Stare powiedzienie "brudne dzieci to szczęśliwe dzieci" tutaj jest szczególnie wyraźne. Te dzieciaki nie mają nic. Do zabawy często wystarczają im pojemniki po margarynie, podeszwa ze starego buta czy kawałek patyka...

Jedno z cenniejszych zwierząt na wyspie.
Ze świnią wiąże się pewna historia, której byliśmy świadkami trzeciego dnia pobytu na wyspie. W ramach eksploaracji wyspy ruszyliśmy drogą na wschód od miasta Bubaque. Po około godzinie drogi znaleźliśmy się w dużej wiosce, gdzie odbywała się ciekawa ceremonia. Większośc kobiet z wioski ubranych była w spódniczki z trzciny, zaś na głowach miały zielone liście drzew. Przed tańczącą paradą szła... świnia, przepasana sznurkiem, na którym wisiały różne słodkości. Kobiety prowadziły świnię od domu do domu tańcząc i śpiewając. Wszystko trwało jakąś godzinę - będąc już z dala od wioski słyszeliśmy jeszcze śpiewy i bębny.  Od naszego gospodarza - Titi dowiedzieliśmy się, że byliśmy świadkami ceremonii... zabicia świniaka.
 


W ciągu dnia w wioskach można spotkać tylko dzieci. Reszta mieszkańców pracuje w polu lub w lesie.

Wieś Ebeje, wyspa Suga (Soga).
Szukaliśmy miejsca, gdzie moglibyśmy zrealizować nasz pomysł - zdjęcia dzieci w czapkach zrobionych przez Wojtka. Poznany w Bubaque Szwed podpowiedział nam, że doskonałym miejscem może być Soga - wyspa zapomniana przez Białych. Kilka godzin później poznaliśmy Cziku - nauczyciela z Sugi a późnym wieczorem zrobiliśmy to, co odradzają wszystkie przewodniki - wsiedliśmy do małego canoe (ja, Wojtek, Cziku, jego żona i ojciec) i ruszyliśmy w 2,5 godzinną podróż po oceanie. Mała łódka była napędzana tylko siłą mięśni dwóch mężczyzn. Kiedy zapadła noc jescze byliśmy na oceani. Z latarkami w rękach - klucząc małymi korytarzami wodnymi - dobiliśmy do brzegu.
 

Binta - córka Cziku. Znaleziony na plaży owoc baobabu to doskonała przekąska,.

Junior - drugie dziecko Cziku. Cziku jest jednym z bogatszych mieszkańców Ebeje, co widać też po ubiorze jego dzieciaków.

Codzienne zajęcie dzieciaków na wyspie Suga - poszukiwanie skarbów wyrzuconych przez ocean. Naszyjnik z deski klozetowej? Czemu nie.

Mimo, że Cziku na tle innych mieszkańców wsi wydawał się najbogatszy (nie licząc brazylijskiego pastora) to jego rodzina bardzo oszczędzała na jedzeniu. Przygotowany na obiad garnek z ryżem musiał starczyć na obiad, kolację i jeszcze rano dzieciaki dojadały resztki.
 

Ryby - podstawowy (obok ryżu) posiłek mieszkańców wysp. To też główne zajęcie - połów i sprzedaż.

Rano - tuż po przybyciu na wyspę - Cziku oprowadził nas po wiosce i przestawiał jej mieszkańcom. Opowiadał, że przyjechaliśmy z Europy i robimy zdjęcia. Poznaliśmy jego dziadka i licznych wujów. Również lokalnego pastora i jego rodzinę. W drodze powrotnej zebrała się za nami spora gromadka dzieciaków.

Szkoła w Ebeje. Cziku opowiadał nam, że bardzo wielu mieszkańców wsi nie umie czytać i pisać - nie tylko dzieci. On jako jedyny skończył studia w Bissau. Ale chciał wrócić do rodzinnej wsi i pomagać innym. Dostał od rady wioskowej stary dom z przeznaczeniem na szkołę. Budynek rozsypuje się, ale Cziku nadrabia dobrymi chęciami i wielkim zapałem.

Hulajnoga w wersji wyspiarskiej

Wiele razy przekonaliśmy się, że pojęcie "czasu jest na wyspach zupełnie inne niż w Europie. Dziś, jutro, za tydzień - co za różnica...

Świąteczne ubrania dorosłych i dzieci - niesamowicie kolorowe.

Binta ze swoim kuzynem Jonasem i bratem Juniorem.

Częsty widok na wyspach - kilometry piaszczystych plaż i ani jednego człowieka

Binta i Junior również uwielbiają zbierać "skarby"

Typowe obejście wyspiarskiego domu.

Ponownie w Bubaque. Poniedziałek. Czas do szkoły.

Ta dziewczyna już edukację ma za sobą. Teraz wychowuje dziecko i zajmuje się domem. Właśnie idzie po wodę.

Jedna z jedenastu wsi na wyspie Bijagos

Lotnisko obok miasta Bubaque. Pierwsze wrażenie - jak z filmu o przemytnikach z Ameryki Południowej.

Jedna ze wsi w centrum wyspy Bijagos

Świetna zabawa - łapanie rękami krabów.

Piłka nożna to jedyny sport na wyspach. Mieszkańcy nie wiedzą, gdzie leży to Polska, ale doskonale wiedzą, kim jest.. Lewandowski.

Ostatni wieczór na wyspie. Leniwie

 

 

 

Etykiety: .,

Komentarze

Monika Strączyńska | 2016-07-19 19:06:23

Wspaniałe zdjęcia. Świetnie oddają klimat. Wspaniałe portrety.
Zazdroszczę wyprawy :)

Leszek Głowacki | 2018-01-17 22:13:29

Dziękuje za świetny fotoreportaż, pojutrze (19.01.2018) właśnie tam się wybieram, ciekawe i nie zadeptane przez turystów miejsce.
Też zrobię troszkę zdjęć, może uda mi się podobnie jak Tobie uchwycić klimat tego miejsca. Zapraszam na www.mojewyprawy.pl
Życzę wielu udanych podróży

Dodaj komentarz

hzejeb